Wreszcie w tym roku udało się zrealizować wyjazd, o którym marzyłam od lat chyba kilkunastu. Okazało się, że miejsce nie zawiodło i dostarczyło wspaniałych wrażeń. Co prawda muszę przyznać, że wśród tamtejszych mieszkańców wywoływaliśmy pewne zdziwienie „to jak, przyjechaliście tutaj na wakacje?” większość bowiem przyjeżdżających tam naszych rodaków chce się w tym kraju osiedlić i pracować. W tym miejscu należy wyjawić cel naszego wyjazdu – była nim Irlandia. Spędziliśmy tam wspaniałe dni bez pośpiechu, wśród przyjaznych ludzi, otoczeni piękną, choć dziką przyrodą. Czasu nie mieliśmy zbyt wiele więc skupiliśmy się na spokojnym poznawaniu trzech półwyspów: Beara, Iveragh i Dingle. Mimo zmiennej pogody i różnych „warunków oświetleniowych” starałam się zarejestrować otaczające nas piękno.
Wody pomiędzy półwyspami Beara a Iveragh
Healing Pass
W Narodowym Parku Killarney
Gdzieś na półwyspie Beara, złapana minuta zachodzącego słońca - krótka przerwa między chmurami
Poranek nad zatoką św. Finiana (St. Finian's Bay)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz