wtorek, 28 września 2010

Barowa pogoda

  Dzisiaj rano, gdy spojrzałam za okno i pierwszą moją myślą było „ale barowa pogoda”, to w tym momencie dotarło do mnie, dlaczego w Irlandii jest tyle barów i pubów. Przecież tam prawie ciągle pada ...
 

Irlandczycy w pochmurny dzień w barze naprzeciwko baru  



Często bar to miejsce spotkań i pogaduszek ...


... a miejscowy piesek zaprzyjaźnia się z gośćmi i pomaga im w ustaleniu dalszej trasy

piątek, 10 września 2010

Krowy


    Kilka dni temu zajrzałam do wspomnianej już przeze mnie książki „Bar McCarthy'ego”. Otwarłam na przypadkowej stronie i trafiłam na taki oto fragment:
„... nawet nie zauważyłem krów, które przyszły popatrzeć co się dzieje. Dopiero kiedy jedna z nich sapie, odwracam się i widzę, jak gapią się ponad ogrodzeniem, jakieś pół metra, może metr ode mnie. Przerażony odskakuję do tyłu ... Rany boskie! Krowy z bliska są straszne, prawda?”
    Bardzo przypadł mi do gustu ten tekst, chyba z powodu mojego pewnego uprzedzenia do opisanych w nim bardzo pożytecznych stworzeń. Wynika ono z doświadczeń z dzieciństwa. Otóż byłam wtedy wyjątkowym niejadkiem i córka znajomych, wówczas nastolatka, chcąc zachęcić mnie do jedzenia, postraszyła mnie właśnie krowami. Powiedziała, że jak dziecko nie chce jeść, to krowa bierze je na rogi, ale przedtem patrzy na nie. Rzecz działa się podczas wakacji na wsi, gdzie "muciek" było pod dostatkiem i zagrożenie było realne. Dziś, mimo, że teoretycznie wiem, że nie należy bać się poczciwych krów, czuję się w obecności trochę, hmmm, jakby to powiedzieć ... nieswojo. W Irlandii miałam okazję do kilku spotkań.


 Irlandzkie krowy przydrożne


 Strażniczki kamiennego kręgu (chociaż to czarne to chyba strażnik, tak spoglądał "bykiem")


A to już nasza polska krowa łakowo-nadbiebrzańska
 
     Przy okazji: straszenie krowami nic nie pomogło. Nadal nie chciałam jeść.

środa, 8 września 2010

Rogalińskie wspomnienia

   Niedawny pobyt w Rogalinie przypomniał mi o chwilach spędzonych tam z fotografującą przyjaciółką. Wybierałyśmy się wielokrotnie na Łęgi Rogalińskie o takiej porze, by móc robić zdjęcia o wschodzie słońca. Raz trochę błędnie ustaliłyśmy godzinę wschodu i zjawiłyśmy się na miejscu z mniej więcej godzinnym wyprzedzeniem. Czułyśmy się trochę nieswojo, samotne, z lasem za plecami. Las, jak to lasy w ciemności mają w zwyczaju, wydawał różne dziwne odgłosy – trzeszczał, szeleścił ... Na szczęście dość jasno świecił księżyc, co pozwoliło nam przetrwać do wschodu słońca.


 Księżyc nad Rogalinem


To już tuż po wschodzie słońca, moje ulubione


Zimowy poranek na łęgach


"drzewa zbierają się w drogę" - tak mi się skojarzyło, to fragment bardzo starej piosenki


Wiosenne roztopy


Trzech muszkieterów x2

wtorek, 7 września 2010

Rogalin

     Zachęceni piękną pogodą wybraliśmy się w niedzielę na kolejną wycieczkę rowerową. Tym razem startem i metą były drzwi domu, a celem – Rogalin. Po drodze oczywiście był Rogalinek, a w nim zabytkowy drewniany kościół pw. św. Michała Archanioła, który powstał ok. 1700 r. Wokół kościoła jest cmentarz, a przed wejściem wznosi się drewniana dzwonnica oraz głaz narzutowy, który spełnia dziś rolę pomnika poświęconego pamięci parafian poległych w pierwszej i drugiej wojnie światowej oraz zamęczonych w obozach koncentracyjnych.

 


   Niestety drzwi do kościoła zastaliśmy zamknięte. Dalej w kierunku Rogalina pojechaliśmy przez teren tzw. Łęgów Rogalińskich stanowiących część Rogalińskiego Parku Krajobrazowego. Znajduje się tam jedno z największych (lub nawet największe) skupisko starych, pomnikowych dębów w Europie. Jest to miejsce uwielbiane przez fotografów. Sama często tam bywałam o wschodzie słońca i efekty tych wypraw z aparatem bywały nawet czasem udane. Tym razem jednak ostre południowe słońce było bezlitosne i raczej trudno było o wykonanie „życiowego zdjęcia”.
    Dojeżdżając do Rogalina minęliśmy pałac i zatrzymaliśmy się dopiero na końcu zabytkowej alei kasztanowców, przy kościele pw. św. Marcelina który został wybudowany w latach 1817-1820 na polecenie Hr. Edwarda Raczyńskiego na wzór świątyni rzymskiej, zwanej maison carree, z I w. p.n.e. w Nimes, we Francji. Tutaj również drzwi zastaliśmy zamknięte. Otwarte były natomiast drzwi do dolnej części świątyni - mauzoleum gdzie pochowani są członkowie rodziny Raczyńskich, między innymi Prezydent Hr. Edward Raczyński. Miejsce to można zwiedzać za drobną opłatą „co łaska” i jak się dobrze trafi, to siedząca tam przemiła pani opowie historię mauzoleum.
    Wracając „rzuciliśmy okiem” na odremontowany niedawno pałac. Z zewnątrz prezentuje się bardzo okazale, zdjęć jednak nie robiłam z .powodu wspomnianego już wcześniej ostrego słońca. To właśnie jest pewien problem – pogodzenie wycieczki rowerowej z pasją fotografowania: gdy pogoda i światło sprzyjają fotografii, to nie są najlepsze na rower i odwrotnie. No cóż, nie można mieć wszystkiego jednocześnie ...



 Fragment jednego z nagrobków w Rogalinku