Ostatni weekend nie zachęcał do dalszych wypraw rowerowych, ograniczyliśmy się więc „tylko” do 23 km przejażdżki za płotem po terenach Wielkopolskiego Parku Narodowego. Ze względu na zagrożenie deszczem zabieranie ze sobą aparatu było wręcz niewskazane.
Wracam więc wspomnieniami do Irlandii – tym bardziej, że pogoda za oknem taka jakby trochę irlandzka.
Irlandia słynie między innymi z bajecznie kolorowych domów w małych miasteczkach. Co prawda, jeśli wierzyć Pete McCarthy'emu (autorowi powieści „Bar McCarthy'ego”), jest to stosunkowo nowy zwyczaj, gdyż w jego wspomnieniach z dzieciństwa Irlandia była szara. Przy okazji – polecam tę lekturę gorąco każdemu, a szczególnie tym, którzy wybierają się w południowo-zachodnie rejony wyspy.
Bar McCarthy'ego - dokładnie ten sam, który został opisany w książce i dał jej tytuł
Allihies - uznawane za jedno z najbardziej kolorowych miasteczek - cieszy wzrok nawet (a może przede wszystkim) w deszczowe i pochmurne dni
Jeszcze raz Allihies
Nawet drzwi do rozpadającego się domku przyciągają wzrok kolorem




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz